niedziela, 1 listopada 2015

Czekając na Crimson Peak - subiektywna trójca ulubionych filmów (post)gotyckich

Jak na gotyczki (nie mylić z gotkami, tylko Karolina chadza w sumie po cmentarzach w czarnych sukniach, chociaż wszystkie trzy mamy ewidentne ciągoty do mroków :D) przystało, wracamy ponurą jesienią! Za brak wpisów na blogu odpowiada zbyt słoneczna/zbyt deszczowa pogoda i zbyt niezgrane ze sobą grafiki urlopowe autorek. Czekając na Crimson Peak (i przy okazji na następne wpisy, dziewczęta - przyp. Absynt grożący paluszkiem), który jest rasowym przykładem postgotycyzmów w kinie, przypomniałyśmy sobie filmy, które swoim klimatem i częściowo tematyką nawiązują do gotycyzmu (Emilia - "Byłam na filmie. Taki sobie ogólnie, ale wizualnie smakowity", Karolina - "Fajne, fajne. Polecam", Absynt - jeszcze nie był, ale będzie). Od samego początku zakładałyśmy, że nie będziemy pisać jedynie o klasycznych gotycyzmach, powieści gotyckiej, ale też o wszystkim, co można wrzucić do worka z napisem 'gotyckość'. Poza samym klasycznym nurtem, poza naśladownictwami w późniejszych okresach, wyrazistymi nawiązaniami, modyfikacjami motywów w literaturze gotycyzm wywarł przede wszystkim wpływ na wyobraźnię masową (czyli filmy!).  Bez gotycyzymu nie byłoby współczesnych horrorów.



Uwaga! Dzisiejszy wpis nie będzie prezentacją ekranizacji gotyckiej klasyki, bo na pewno będziemy się nad nimi pastwić pochylać przy innych okazjach. Oto filmy, które najchętniej oglądałybyśmy każdej mglistej jesieni. Wybór odbył się drogą konsultacji społecznych: najpierw ustaliłyśmy, jakie filmy zna każda z nas, a potem wybrałyśmy spośród powtarzających się tytułów trzy, które z pewnych powodów uznałyśmy za istotne i które nie są jakimiś trudnymi do znalezienia niszowcami. Kolejność przypadkowa.

1. Gothic, reż. Ken Russell, 1986/7 - prawdziwa gorączka romantyzmu i gotowany szpinak


Wybrałyśmy ten film ze względu na sposób, w jaki pokazał, jak gotycyzm wpłynął na tak ważny dla kultury w późniejszym okresie romantyzm.

Romantyzm wziął sobie z gotycyzmu to, co najbardziej introwertyczne, skupione na emocjach i wypluł twory obdarte już zupełnie z racjonalności. Gotycyzm nigdy do końca nie zerwał z rozumem, a być może nawet był jego dekadencką, "wynaturzoną" inkarnacją w świecie kultury. Za przemyślaną, a z czasem tendencyjną już mozaiką średniowiecznych lochów i ekscentrycznych łotrów kryła się jednak uzależniająca, upajająca magia. Jeszcze długo oskarżano gotyckie księgi o demoralizację i psucie młodzieży. W Gothic Byron stwierdza właśnie mniej więcej taki stan rzeczy: gotycyzm "popsuł" romantyków jeszcze, gdy byli bardzo młodzi, skaził umysły i wyzwolił dzikość, która najdobitniej da o sobie znać w romantycznej frenezji, ale przejawiać się będzie również w psychicznym zapętleniu, obezwładniającej żądzy pogrążania się we własnym świecie wizji, jedynym sposobie na gaszenie emocjonalnych pożarów.






"Gdyby na lekcjach polskiego ktoś odważył się zaprezentować ten film, romantyzm na pewno zainteresowałby dzieciaki. Jak na dzisiejsze czasy nie jest specjalnie demoralizujący, a przynajmniej nie bardziej niż prawdziwa twórczość romantyków, która nie ograniczała się do modłów za ojczyznę." - Karolina

"Przyznaję, że film ten był dla mnie przede wszystkim rozrywką, jednak da się z tej opowieści wyciągnąć treści (ależ rym, Emi! czy to wpływ Byrona czy Percy'ego? - przyp. Absynt), które zostają z człowiekiem na dłużej." - Emilia

"Natrafiłam na ten film zupełnie przypadkiem, chociaż reżysera (i aktorów) doskonale kojarzę. Nie jest mi też obcy, ba, jest mi niezmiernie bliski temat biografii Mary Shelley, jednak to nie jest dzieło, na które można się powołać badając losy pisarki. Jak nietrudno się domyślić, ta autorska wizja pamiętnego lata, gdy powstawał Frankenstein raczej nie powinna uchodzić za kino biograficzne. Film okazał się dla mnie jednak zaskakująco przyjemny w odbiorze."  - Absynt

Gothic to szalona, ekscentryczna, ale jednocześnie pełna prawdziwych emocji podróż przez świat wyobrażeń i onirycznych przeżyć Mary Shelley (z czasów zanim napisała jedno z największych dzieł literatury), demonicznego Byrona (z czasów zanim zeszło mu się jako bohaterowi greckiej walki o niepodległość) i pełnego życia Percy'ego, który jak wiemy też umrze młodo i na zawsze stanie się legendą. Efekty specjalne w tym filmie, jak to bywa w dziełkach tej epoki kinematografii, najlepsze lata mają już za sobą, ale nie odbierają mu wdzięku, a wręcz podkręcają "psychodeliczny" klimat. Gotycyzm to surowy wdzięk rozkładającego się opactwa i szaleństwo wyobraźni. Tu gotycki klimacik robią oniryczne wizje bohaterów, złowieszczy ekscentryzm Byrona i oczywiście, również (być może nieświętej, a na pewno nieświeżej pamięci) okolicznościowy trup. Pierwsze skrzypce gra jednak kobieta, która nie jest tendencyjnie po gotycku niewinnością w opałach, ale odważną i wrażliwą myślicielką.



(dla chętnych - ciekawostka: poszukajcie w filmie gotowanego szpinaku, tak się kiedyś robiło efekty specjalne w gotyckich kryptach...)

2. Bram Stoker's Dracula, reż. F. F. Coppola, 1992 - falujące biusty na cmentarzu i operowa nieskromność





Wybrałyśmy ten film jako, naszym zdaniem, najlepszą ekranizację najsłynniejszej postgotyckiej powieści oraz najpiękniejszą realizację wątku wampirycznego w kinie.


Istnieje w kulturze coś takiego, jak gotyckość wizualna, pewien skrót gotycki, gotycki sztafażyk. Nie potrzeba wcale zanurzać się w klasyce literackiej gatunku, żeby z pamięci wyrecytować te wszystkie cmentarze, zamczyska, ponure sylwetki egotycznych łotrów i omdlewające panie w przezroczystych koszulach nocnych (dodatek późniejszy). W wydaniu F. F. Coppoli mamy to wszystko podane z operowym rozmachem, w sosie z rozczulającego, malowniczego kiczu, który nie starzeje się tak, jak zwykłe efekty specjalne. Zapadające w pamięć, spektakularne kostiumy łączą się tu z wyśmienitą muzyką Kilara, której mogłabym słuchać całymi godzinami, świetną scenografią i apetycznymi paniami. Na dobrą sprawę to nieistotne, że przy okazji film jest ekranizacją postgotyckiej powieści, bo sam jest lśniącą kolorami, ornamentowaną bogato perełką gotyckości.


"Stosunek reżysera do ekranizowanej powieści jest bardzo ciekawy. Mamy wyraźną sugestię już w tytule, że robił film na podstawie książki, a nie wcześniejszych filmów, chociaż ewidentnie rozminął się i z duchem i z literą literackiego pierwowzoru. Zmiany fabularne w przypadku ekranizacji są zawsze do przyjęcia, w różnym stopniu, ale jednak, inaczej po co ekranizować książki? Tu jednak przeobrażeniu uległa wymowa całości. Otrzymaliśmy opowieść o miłości i o ocaleniu duszy, strasznie staroświecki temat, który bez tej całej kiczowatej otoczki zabrzmiałby niezwykle powierzchownie, a tak tchnie jakąś przedwieczną uniwersalnością, jak pieśń operowa właśnie. Tymczasem powieść, no, cóż, nie pozostawia złudzeń co do schematu zły łotr (wampir) i jego pogromcy plus niewinne, uwikłane w sprawę piękności." - Karolina 

"Dracula nie nurza się w postmodernie i nie znajdziemy tu dowcipnych, chociaż dość tanich chwytów typowych dla współczesnego kina, gdzie robi się wycieczki po sztuce, literaturze, a już zwłaszcza kinematografii i puszcza oko do widza. Nie da się jednak nie docenić ducha erudycji, który unosi się nad tym filmem. Mamy tu nie tylko literaturę, ale też i kino ("naiwne" sekwencje bitwy, animacja, przyspieszony ruch, nawiązania do kina niemego i klasycznych horrorów)." - Absynt

"Dwa słowa: Gary Oldman." - Emilia


Historię wszyscy w sumie znają, nawet jeśli nie czytali powieści ani nie widzieli ani jednego filmu ze specyficznie uzębionym hrabią. To przykład prawdziwej, starej arystokracji wśród wampirów. Tematu, za który Coppola wziął się ze staroświecką gracją. Film jest niezwykle barwny, malowniczy. Zazwyczaj gotyckość widzimy tendencyjnie w odcieniach czerni ("Pamiętam szok, jakiego doznałam, gdy okazało się, rzecz zupełnie oczywista, że wnętrza domu rodziny Addamsów ze starych odcinków są kolorowe" - Emilia), tak naprawdę te wszystkie ponure mroki nie oddają ducha gotyckich opowieści, gdzie piękno miesza się z groteską, erotyzm ze strachem i zamiłowanie do urokliwego detalu z uwielbieniem dla ponurej, surowej wzniosłości. Dracula świetnie oddaje tę żywotność grozy typu gotyckiego.


3.Nosferatu: Phantom der Nacht, reż. W. Herzog, 1979 - Friedrich i seksy


Wybrałyśmy ten film ze względu na to, że jest tworem pokazującym, że gotycyzm wyspiarski miał brata na kontynencie (tak naprawdę było ich kilku, ale to niemiecki preromantyzm zasilił kulturę z równym impetem, co wpływy gotyckie).

Gotycyzm narodził się w Anglii i w jakiś sposób jest wybitnie wyspiarskim nurtem, w kulturze niemieckiej za to wykwitła gotyckość jako preromantyczne klimaty. Potem rozwijała się dalej w romantycznej już otoczce. Co z tego wynika? Charakterystyczny dla tego naładowanego gotyckością preromantyzmu jest zachwyt nad groźną, ale przy tym piękną przyrodą, który przeniknie do romantyzmu w sztuce. Mistrzem nad mistrzami w tym fachu był Caspar David Friedrich i właśnie obrazy tego pana wybitnie wpłynęły na estetykę dzieła Herzoga. Mamy tu więc jako tło wąpierzowatych opowieści spokojną, przytulną, chociaż zamyśloną atmosferę niemieckiego miasteczka  wymieszaną z widokami gór, opuszczonych ruin, nieba i morza i skontrastowaną z wizją zarazy. Draculę Herzog odczytał akcentując subtelnie erotyzm, co jest charakterystyczną cechą jego filmu. I tym oto sposobem otrzymaliśmy gotyckość przyprawioną, z dużym smakiem, zmysłowością i przy tym bardzo melancholijną.



"Piękny i nastrojowy film. Niektóre sceny na długo zapadają w pamięć" - Karolina

"Ekspresjonizm niemiecki namalowany pędzlem Friedricha. Wyciszony, jakby przysypany piaskiem. Powstała smutna opowieść o poświęceniu i podstawowych ludzkich lękach. Dodatkowo mamy tu silną postać kobiecą, ale nie jest to typowy dla dzisiejszego kina zabieg, gdy bohaterka bierze giwerę i pierze po pysku. Bardzo interesujący film". - Emilia

"Pamiętam, że na zajęciach z filmoznawstwa jedna z koleżanek przedstawiła ten film jako materiał do omówienia. Pani prowadząca zajęcia, jakkolwiek znakomity filmoznawca, wydała mi się olać temat, gdy orzekła: Ale co tu jest ciekawego w tym filmie? Podsumowała krótko, że to po prostu remake doskonałego niemego pierwowzoru i poza szczurami nie ma tu nic. Kompletnie się z tym nie zgadzam. Jest tu duch germańskiego gotycyzmu, a właściwie preromantyzmu i romantyzmu." - Absynt



To drugi film wampiryczny w naszym zestawieniu, ale nie mogłyśmy się powstrzymać. Jest po prostu niezwykle piękny wizualnie. Kiedyś być może poświęcimy chwilę na przyjrzenie się relacji wątków wampirycznych i gotyckich.

To tyle na dziś.
Macie jakieś ciekawe typy filmów z wątkami postgotyckimi?
Zapraszamy do komentowania!

piątek, 17 kwietnia 2015

Mroczne truskaweczki, czyli o gotyckiej miłości do średniowieczności oraz skąd się wzięła nazwa bloga

Dziś pospacerujemy po neogotyku fantazyjnym, jeszcze bardziej fantazyjnym i tym poważniejszym, a zaczniemy w połowie XVIII wieku, gdy ważyły się losy umiłowania średniowieczności. Do walki o uwagę współczesnych stanęli James MacPherson i Horace Walpole. Każdy ze swoją wizją Średniowiecza.

Paul Sandby, South Front of Strawberry Hill, 1769 , akwarela

 
Jak podaje ciocia Wiki, angielskie Strawberry Hill to Truskawkowe Wzgórze i nazwa ta odnosi się obecnie do części Richmond upon Thames, dzielnicy Londynu. Swego czasu w Twickenham powstała specyficzna rezydencja Horacego Walpole. Przebudował on w 1750 roku rodową siedzibę w neogotyckim stylu i dziś właśnie zajmiemy się architekturą, nad którą unosi się duch gotycyzmów.

Miłość Średniowiecza w Czasach Rozumu

James MacPherson wydał w 1760 roku rzekomy przekład słynnych Pieśni Osjana. Oczywiście, nie istniał celtycki oryginał i żaden dawny bard nie angażował w to dzieło swoich poetyckich talentów, ale mistyfikacja udała się wyśmienicie. Przez Wielką Brytanię przetoczyła się wielka dyskusja, w której wzięły udział najtęższe umysły, a w Europie wkrótce rozszalała się celtycka burza. W dramie maczali swe pióra najwybitniejsi przedstawiciele Epoki Rozumu, tacy, jak Samuel Johnson czy David Hume. Co ich, piewców racjonalnego XVIII stulecia, tak podnieciło w średniowiecznym zabytku literatury? Odpowiedź nie jest prosta. Relacja między gotycyzmem i uogólnioną miłością do średniowieczności w XVIII i potem XIX wieku zasługuje na osobny wpis. W tym miejscu warto wspomnieć o dwóch rzeczach: o fali osjanizmu, która zapoczątkowała modę na średniowieczność i o tym, że gotycyzm do pewnego stopnia był reakcją na celtyckość.

portret Jamesa MacPhersona, źródło
W połowie XVIII wieku, czyli znacznie wcześniej niż mogłoby się wydawać, zaczął drżeć w posadach wielki gmach antycznych ideałów kultury europejskiej. Nie wnikajmy tu w to do jakiego stopnia to gmaszysko było budowlą niemożliwą, antykiem urojonym. Istotne, że obowiązujące przez długi czas podstawowe wzorce, według których tworzono i oceniano sztukę i poezję, zaczęły zwyczajnie nieco męczyć. Śladem tego znużenia jest obecność poszukiwań w przeszłości innej niż antyczna inspiracji. Odnaleziono mniej wysmakowane, ale, według ówczesnych, pełne szczerości aż po ból (całkiem realny, bo pojawiła się moda na emocje, gwałtowność i inne mało antyczne smaczki) Średniowiecze i ..."inną" starożytność. Tematyce odzierania wyimaginowanego świetlistego, czystego i harmonijnego antyku z doskonałości na rzecz "mrocznych", ale interesujących aspektów kultury greckiej i etruskiej poświęcimy jeden z następnych postów. 

portret Horacego Walpole'a pędzla R. Carriery
XVIII wiek wypracował dwa wzorce adaptacji kultury średniowiecznej. Jednym z nich był wspomniany osjanizm, drugim gotycyzm. Gotycy, z H. Walpolem na czele, stanęli naprzeciw zwolenników celtyckiej wizji Średniowiecza, w obu jednak przypadkach postrzegano wymarzoną epokę jako czas dominacji serca nad rozumem. Wyciągnięto jednak inne wnioski. W dziełach inspirowanych mesjanizmem nie brak co prawda namiętności i dramatyzmu, ale płody wyobraźni gotyków były tak krwawe i spektakularnie namiętne, że postawiły wyrazistą granicę "językowi serca", za którą jest już tylko chaos albo kicz.

Siedziba Hrabiego

Ten Hrabia to nie byle kto, to nie hrabia przez małe h, ale Hrabia jedyny w swoim rodzaju. Można go spokojnie potraktować jako ojca założyciela tego szalonego zakonu gotyków, który wywarł piorunujący wpływ na pre- i romantyków. Jego siedziba nie mogła być również byle jaka. Stworzył sobie sanktuarium średniowieczności, które z jednej strony stało się wzorcem dla architektonicznej mody ponad podziałami osjanizm/gotycyzm, a z drugiej spełnić mogło iście gotyckie marzenie o życiu w dziwacznym odosobnieniu od współczesnego świata.

Johann Heinrich Müntz, Strawberry Hill, Twickenham, 1755-1759
Hrabia sam w sobie jest tak zacnym zjawiskiem, że nie ma sensu traktować jego sylwetki pobieżnie i napiszemy o nim więcej już przy okazji wpisów literackich. Dziś przyjrzymy mu się tylko jako... budowniczemu. Postawienie świątyni gotycyzmu, w tym wypadku oznaczające przebudowę starej siedziby, było nie lada wyzwaniem, ale nasz bohater stanął na wysokości zadania. 

Strawberry Hill przed renowacją w 2003 roku, źródło

Paul Sandby, Strawberry Hill from the Southeast, akwarela

Zanim zabrał się za swoje wiekopomne Zamczysko w Otranto, dokonał transformacji rodowej posiadłości w swoje prywatne zamczysko. Styl, który przy okazji "wymyślił" podbił Europę w takim smamym stopniu, co gotycyzmy literackie. Stał się twórcą pierwszej neogotyckiej rezydencji. Powiedzieć rezydencja w tym wypadku to za mało, bo Strawberry Hill to najzwyczajniej w świecie materializacja marzenia o średniowieczności.

źródło

Edward Edwards, Strawberry Hill Gallery, wydane w 1784

John Carter Delt, Strawberry Hill Library, wydane w 1784

Nie znajdziemy tu realnego obrazu historycznego gotyku, który Anglia jak długa i szeroka znała całkiem dobrze, a nawet w czasach Hrabiego zaczęła czule pielęgnować modę na malownicze, sentymentalne ruiny (rymujące się z ówcześnie rozkwitającym nurtem cmentarno-klaszornym w poezji - Young, Gray). Horace postawił sprawę jasno: maswerkowe okna czy wieżyczki służyć miały urealnieniu fantazji o Średniowieczu. Ruiny niespecjalnie go interesowały. Umieścił też w swojej rezydencji specyficzne muzeum, gdzie "wystawiał" osobliwości, co również stało się modą wśród elit w czasach późniejszych. Skoro już o tym, co później, mowa: sławę Strawberry Hill przyćmiła niesamowita Fonthill Abbey, która również ma literackie konteksty rozpięte nad gotyckimi korytarzami i gdzie właściwie autor cudacznej fantazji dokonał przekładu gothic novel na architekturę.

View of the west and north fronts z John Rutter's Delineations of Fonthill (Fonthill Abbey), 1823
Jak już wspomniałyśmy Anglia wcale nie musiała sobie szukać Nowego Średniowiecza i opierać swoich wizji epoki na wyobraźni. Do dyspozycji były ruiny, a poza tym typowo angielski "gotyk" tak naprawdę nie był stylem tylko średniowiecznym i w XVIII wieku miał się zupełnie nieźle. Patrząc na angielskie zabytki średniowieczne możemy dojść do wniosku, że tak naprawdę prawilnego, strzelistego gotyku tu za bardzo nie było. Budowle nie pną się do góry, ale rozciągają horyzontalnie. Jakikolwiek nie byłby ten przetrwały historyczny gotyk angielski, należy zaznaczyć, że stał się drugim, odnoszącym się, na zasadzie ciągłości, do autentycznego Średniowiecza nurtem, na którym wsparł się architektoniczny neogotyk. W 1717 roku, czyli na długo przed realizacją gotyckiego marzenia Hrabiego, inny możny, John Vanburgh zaprojektował sobie siedzibę, która mogłaby uchodzić za neogotycką, gdyby nie ta data! W Wielkiej Brytanii okresy architektoniczne postrzega się inaczej. Klasycznie uważa się, że architektura renesansowa trwała do połowy XVIII wieku i realizacje barokowe wchodzą w jej zakres. Mało tego. Istnieje pojęcie gothic revival, którego znaczenie odnosi się do nieprzerwanego trwania angielskiego gotyku (czasami stosowanie wymiennie do neogotyku). Na bazie tego właśnie stylu, trwającego sobie w najlepsze, gdy istniał równocześnie ów klasyczny architektoniczny renesans angielski, powstało odgałęzienie neogotyku, które można określić jako mniej fantazyjne, a bardziej architektoniczne.

Neogotyckość oswojona

Był wśród neogotyckich architektów pan, który szczerze nie znosił cudactw Walpole'a. Żył już w XIX wieku i nazywał się Augustus Welby Pugin. Uważał neogotyckie budowle oparte o inspirację siedzibą Walpole'a za przejaw złego smaku. Za cel postawił sobie przywrócenie właściwego umiłowania autentycznego gotyku wśród współczesnych. Takie osoby jak Pugin wyprowadziły neogotyk z siedzib ekscentrycznych bogaczy i zaszczepiły w narodzie przekonanie, że to styl idealny do publicznych przedsięwzięć. W tym duchu architekt pracował nad kościołami, którymi jako świeżo nawrócony katolik chciał zapełnić Wyspy (nie udało się) i nad gmaszyskiem parlamentu (to udało się jak najbardziej). Neogotycki jest również londyński Law Courts. Neogotyk gmachów publicznych rozlał się po całej Europie. W XIX wieku uznano ten styl za doskonały do realizacji takich przedsięwzięć jak sądy, budynki rządowe, muzea, dworce i szkoły.

Detale architektoniczne gothic revival z Charles Knight's Pictorial Gallery of Arts, 1858

Neogotyk, podlegając różnym mutacjom, rozkwitał w Europie i Stanach Zjednoczonych przybierając lokalne formy oraz płożąc się w dekoratorstwie i sztuce użytkowej. W Wielkiej Brytanii miał swoją odmianę "puginowską", ale też "ruskinowską" (Ruskin swój ideał gotyku widział w budowlach Wenecji). Francja miała Viollet-le-Duca. W odniesieniu do XIX stulecia mówi się też o wiktoriańskim gotyku, który dziś kojarzymy z wiktoriańską powieścią grozy, bo taki sobie z kolei w XX wieku wymyślili landszafcik twórcy filmowi do niej nawiązujący. Przetworzono również gotyckie wzorce w stali i drewnie (Jigsaw Gothic, Carpenter Gothic). Wybór drewna  jest charakterystyczną cechą fantastycznego, przytulnego neogotyku amerykańskiego. W Stanach Zjednoczonych powstał też Collegiate Gothic kojarzony z campusami uniwersyteckimi. Neogotyk  znalazł się również w Australii, Rosji, Ameryce Południowej... Na ziemiach polskich również znajdziemy liczne przykłady realizacji założeń tego nurtu, nie tylko w najdawniejszej postaci, ale również w ciągu ewolucji form. Każda z tych odmian zasługuje na osobny wpis i mamy zamiar się nimi zająć w ramach architektonicznej serii na tym blogu.

amerykańska odmiana neogotyku

Teraz już wiecie skąd tytuł bloga - musiałyśmy mieć swoją "rodową" siedzibę. Niestety, jako adres była niemożliwa do zagarnięcia (i nas to nie dziwi), ale nie wyobrażamy sobie startować z gotycyzmami z innego portu niż z rezydencji Hrabiego.

źródła:
http://www.telegraph.co.uk/culture/art/art-features/7376172/Horace-Walpole-and-Strawberry-Hill-stairway-to-a-thousand-horrors.html
The Cambridge Companion to English Literature 1740–1830, Cambridge: Cambridge University Press, 2004
George E. Haggerty, Queering Horace Walpole, 2006
George E. Haggerty, Horace Walpole's Letters: Masculinity and Friendship in the Eighteenth Century
John Murray, Horace Walpole: The Great Outsider, Londyn 1996
The Encyclopedia of Romantic Literature: A - G., Tom 1 pod redakcją Frederick Burwick
Wilfred Koch, Style w architekturze. Warszawa, 2009

wtorek, 3 marca 2015

Wstępnie występnie

Postanowiłyśmy pisać o rzeczach, a jakże, mrocznych i tajemniczych. Ten blog będzie dla nas trochę jak powrót do dzieciństwa, więc nie dziwcie się, że nie będziemy ukrywać, gdy będziemy się świetnie bawić. Uzbrojone w lubiące lekki dreszczyk ironii pióro pani Absynt, czujemy, że możemy zanurkować w tej tematyce bez obaw. Obecnie nasze zainteresowanie gotycyzmami przeszło raczej w starczą fazę nostalgii. Niemniej mamy zamiar przyjrzeć się im bliżej, podręczyć je trochę, może nie zawsze pisać poważnie, ale uznając powagę tematu. Bo gotycyzmy to nie byle co. To nie jakieś tam czarne firanki i wycia do księżyca, ale kawał soczystej (chociaż dziś już miejscami niestrawnej) literatury. Co mamy na myśli? Otóż to, że gotycyzmy literackie nie były tylko czytadłami dla spragnionej "książek zbójeckich" młodzieży, nie były też tylko chwilową, ekscentryczną modą. Wpłynęły znacząco na kształt sztuki i innych przejawów kultury i na dobrą sprawę z prapraprawnuczętami estetyki, motywów i bohaterów gotyckich mamy do czynienia również i w XXI stuleciu.

ilustracja do The Mysteries of Udolpho

Przede wszystkim interesują nas jednak dwa aspekty sprawy. Po pierwsze, "rebeliancka" siła gotycyzmów, której ziarno paradoksalnie zostało zasiane w cieplarnianym otoczeniu arystokratycznych pałaców, a nie, jak można by się spodziewać, wśród mas uciśnionych. Po drugie, to jak rozsadzają zdawałoby się jasny i przejrzysty obraz epoki, którą często próbuje się przedstawiać jako racjonalny i pastelowy monolit. Gotycyzmy zresztą to nie tylko literatura. W pierwszej kolejności to ekscentryczna architektura, o której napiszemy dwa słowa w następnym wpisie. Marzenie o średniowieczności naszkicowało bajkowe mury Strawberry Hill i posłało mrocznego całusa "pastelowemu" wiekowi Rozumu już w połowie stulecia.


Horace Walpole w Strawberry Hill

Koncepcja tego bloga jest już wiekowa, chociaż sam pomysł, żeby go założyć pojawił się niedawno. Pewnego zimnego, jesiennego wieczoru siedziałyśmy w lokalu o hedonistycznym przeznaczeniu i  o, a jakże, gotyckich murach. Gotyk co prawda był na dotyk, czyli mieszczański, a nie prawilnie mroczny, ale nasze umysły pogrążone były w melancholii. Wpadłyśmy w dość ponury, ale wkrótce wojowniczy nastrój. Rozmowa dotyczyła tego, jak łatwo wpaść w stereotypy dotyczące epok czy kultur. Jako przykład któraś wymieniła właśnie wiek osiemnasty: że nawet w szkołach przedstawia się go przede wszystkim jako wiek dominacji racjonalizmu, rokoko, czasami dorzuca się sentymentalizm i człowiek wychodzi przekonany, że różowe sukienki, ciastka i od biedy, nieco Woltera, to cała epoka. Oczywiście, każdy kto interesuje się tym okresem w historii wie, że to bardzo niedokładny obraz. To prawda, że osiemnaste stulecie jak żadna poprzednia epoka ukochało sobie racjonalizm i nazywanie go epoką Rozumu nie jest nadużyciem. I owszem, znajdziemy tu subtelne, wdzięczne rokoko, wysublimowany na przemian majestatyczny i wyciszony klasycyzm oraz uczuciowy, pełen życzliwości dla drobnych przejawów życia sentymentalizm. Nie jest jednak aż tak "różowo", a nawet pastelowo, jakby się mogło pozornie wydawać. Już w połowie wieku za Rozumem postępuje cień. Na długo przed Wielką Rewolucją, której kosa kosić będzie pełnych subtelnego poczucia smaku arystokratów, pojawi się krwawe widmo w ponurym zamczysku.


Susanna Duncombe, ilustracja do The Castle of Otranto

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że osoby interesujące się epoką wiedzą co i jak. Nie jest naszym celem nikogo tu oświecać (heheheh). Pomysł, żeby założyć bloga, na którym pisałybyśmy o mrocznym XVIII wieku (z małymi wycieczkami w wiek XIX) wziął się raczej stąd, że czujemy niedosyt takiej tematyki na stronach poświęconych tej epoce. Tak, jak osoby zajmujące się rekonstrukcjami stojów walczą ze stereotypami "różowego stulecia", tak my postanowiłyśmy zawalczyć przede wszystkim przeciw postrzeganiu go jako zdominowanego w zupełności przez racjonalizm i umiarkowanie. Wszystko to, co nie pasuje do takiej wizji XVIII stulecia ulega we współczesnym powszechnym odbiorze marginalizacji i niezgodne jest ze stanem rzeczywistym. Gotycyzmy były przejawem buntu, ale stanowiły jednocześnie alternatywę dla tego, przeciw czemu się buntowały. Nie były tylko ekscentryczną zabaweczką znudzonych warstw wyższych, chociaż wszystko zaczęło się, między innymi, dzięki pewnemu niesamowitemu hrabiemu, który powiedział „Ten świat jest komedią dla tych co myślą, a tragedią dla tych co czują”. Postanowiłyśmy uczynić z jego słów motto naszego bloga, bo najlepiej oddaje istotę gotycyzmu.